
Książka Nicolasa Deneschau to monumentalne studium przypadku, które wchodzi pod skórę jednej z najbardziej ikonicznych marek w historii nowoczesnych gier – „The Last of Us”. Deneschau nie bawi się w powierzchowne komplementy ani proste streszczenia, które mogłyby zadowolić niedzielnego gracza; zamiast tego funduje czytelnikowi gęsty, intelektualny maraton przez historię studia Naughty Dog, ewoluującą od radosnych platformówek po brutalny, naturalistyczny dramat. Autor rzuca światło na skomplikowany proces twórczy, w którym ambicja Neila Druckmanna ścierała się z technicznymi ograniczeniami i ogromną presją oczekiwań, pokazując, że droga Joela i Ellie do panteonu popkultury była wybrukowana nie tylko genialnymi pomysłami, ale też wycieńczającą pracą i bezkompromisową wizją artystyczną. Centralnym punktem analizy jest tu relacja między bohaterami, którą Deneschau traktuje nie jako element mechaniki gry, ale jako głęboko zakorzeniony w literaturze i kinie traktat o toksycznej miłości, traumie i instynkcie przetrwania, który potrafi odrzeć człowieka z resztek człowieczeństwa.
Fundamentem sukcesu „The Last of Us” jest splot wizji trzech kluczowych postaci – Neila Druckmanna, Bruce’a Straleya i Amy Hennig – których wzajemne relacje i zawodowe ambicje ukształtowały tę opowieść na przestrzeni lat. Historia ta zaczyna się jednak znacznie wcześniej, w głowie młodego Druckmanna, jeszcze podczas jego studiów na Uniwersytecie Carnegie Mellon. To właśnie wtedy, biorąc udział w seminarium prowadzonym przez legendę kina grozy, George’a A. Romero, Druckmann stworzył pierwszy zarys koncepcji, która lata później wstrząsnęła światem gier. Romero odrzucił ten pomysł, ale wizja relacji między starszym mężczyzną a młodą dziewczyną w świecie opanowanym przez monstra zaczęła w Druckmannie kiełkować i ewoluować, przechodząc przez kolejne etapy fascynacji nauką o grzybie Cordyceps i literaturą postapokaliptyczną.
Czytaj dalej





